Od niepamiętnych czasów (coś około hmm liceum czyli jakieś 6 lat temu) nieźle napierdzielał mnie kręgosłup. Tabletki przeciwbólowe (nie wliczając apapów, Panadola i innych takich bo one na mnie nie działają w ilości poniżej 8 na raz) dawały jakoś radę, ale tylko te silne na receptę. Niechętnie brałem je bo ból według mnie jest potrzebny, inaczej można nie czując bólu sobie jeszcze gorszą krzywdę zrobić. Rzadko kiedy miałem dni żeby mnie nie bolało- raczej był to mniejszy ból z którym dało się funkcjonować. Jednak z dnia na dzien ból nie zatrzymywał się, nie wspominając o poprawie- było coraz gorzej. Najgorzej zaczynało boleć jak posiedziałem sobie w szkole albo na wykładzie na niewygodnym krześle gdize musiałem mieć PROSTĄ postawę. Lekarka coś tam marudziła mi, ze ja nie mogę siedzieć wyprostowany, bo mój kręgosłup nie ma jakiegoś tam naturalnego skrzywienia i jak siedzę prosto to za duży ucisk idzie mi na 3 kręgi. Czasami ból był na tyle wkurwiający, że aż się ciemno w oczach robiło. Wtedy, o ile mogłem, to kładłem się spać (o ile nie był on na tyle silny zeby mi przeszkodzić w spaniu). Później dzięki Tobie udało się stopniowo to "naprawić". Z tego co pamiętam to po pierwszej sesji ból ustał do jakiś 30% normalnego bólu, jednak nie utrzymało się to na długo. Nie pamiętam na ile pomogło ale nie więcej jak 5 godzin. Stopniowo z każdą sesją ból ustawał na coraz dłużej. Sesje robiliśmy co parę dni, później tygodni. w sumie to było około 6 sesji. Po ostatniej sesji ból ustąpił. Wiadomo, że nie mogę tego mojego grzbietu forsować, ale jak nie robię nic takiego, co mu szkodzi ewidentnie, to daje się spokojnie żyć. Przez większość czasu w ogóle nie odczuwam bólu, a ewentualne "gorsze dni", wynikają przede wszystkim z osłabienia organizmu (choroby), czego skutki szybko znikają.
Kamil Krzyżanowski