Witaj. Zaloguj się, aby móc komentować.

Jak sprawić, by konkurencja pracowała na Twoją popularność

altJest to artykuł napisany dla wszystkich tych, którzy myślą, że wywyższanie się w naszym kraju i próba kreowania w agresywny sposób swojego wizerunku przynosi pożądane efekty. Czy potrzeba badań do tego, by móc stwierdzić jednoznaczność tej tezy? Oczywiście, że nie, bo to tak, jakby chcieć udowodnić, że niebo jest niebieskie w ciągu dnia. Są rzeczy na tyle widoczne, że nie trzeba ich udowadniać, gdyż każdy zdrowo myślący człowiek zauważy to, jeśli zwrócimy mu uwagę na to. Przejdźmy jednak do konkretów.


Jak sabotować swoją popularność na korzyść innych?

To pytanie w chwili obecnej ma co najmniej jedną odpowiedź, na której teraz skupię się. Zacznijmy od przykładów z wyborów parlamentarnych tej kadencji. Chyba nie trzeba nikomu przypominać, jaka ekipa rządząca w tej chwili sprawuje władzę w Polsce. Bynajmniej: nie mam zamiaru tutaj zastanawiać się nad tym, czy jest to dobry wybór, czy zły, natomiast skupię się na aspekcie praktycznym kampanii dwóch czołowych partii, które miały miejsce. Co otrzymujemy w ogromnym skrócie, gdy zastanowimy się "z jakiego powodu wygrała ta, a nie inna partia"? W zasadzie można to opisać w bardzo dużym uproszczeniu, stawiając się (jako wyborca) na miejscu wielu osób, które głosowały. Robiąc to otrzymujemy między innymi takie schematy postępowania:

  • głosowałem na X, bo nie lubię Y
  • głosowałem na Z, bo mam dość X i Y
  • nie podoba mi się wizerunek przewodniczącego partii X, więc głosuję na inne partie
  • żadna partia nie przekonała mnie, więc nie głosuję

Jest tego oczywiście znacznie więcej, ale na te powyższe sztaby wyborcze partii miały zdecydowanie duży wpływ i mogły zrobić więcej. Co dzieje się w głowach innych, gdy zachowanie względem konkurencji osiągnie pewien poziom nieprzyzwoitości? Jak ze wszystkim, co w nadmiarze występuje w życiu, głosujący zaczyna "rzygać już tym wszystkim". Jaki efekt tego (patrząc dalej z punktu widzenia typowej partii)? Ci, którzy wcześniej chcieli głosować na daną partię, ale mają dość jej zwykłego chamstwa, bez konstruktywnych argumentów, zwyczajnie zniechęcają się. Ci, którzy byli niezdecydowani zrobią wszystko, by ta partia NIE wygrała i tym sposobem głosują (często) na najsilniejszego (wg sondaży) konkurenta, by zapewnić mu większość. Reszta, która była obojętna na całość od początku z reguły nie robi nic i nie idzie do głosowania. Każdy doskonale pamięta klęskę PiSu. Mimo, że była to partia z drugim wynikiem, jeśli chodzi o ilość oddanych na nią głosów, to kampanii nie można nazwać sukcesem zważywszy na fakt, jak wiele osób skupiało się na tym głównie, by PiS nie wygrał. Cel oczywiście został osiągnięty.


Gdzie został popełniony błąd?

Polacy są narodem, który lubi sensację, agresywność i rzucanie mięchem w innych. Nie ulega to wątpliwościom. Nawet oni niemniej w którymś momencie zaczynają, mówiąc prostymi słowami, myśleć. Kiedy PiS skupił się na tym, by robić kolejne spoty, które nie wnosiły zupełnie nic nowego, a skupiały się jedynie na karykaturalnym przedstawieniu PO, popularność tej partii zaczęła się sypać. PiS zapewne nieświadomie przeoczył moment, w którym argumenty zmieniły się w ataki. Taktyka ataków jest skuteczna do pewnego momentu i nie powinien jej stosować człowiek, który nie posiada na tyle inteligencji, by stosować wystarczająco taktowny język i formę. Niestety, tutaj zaczyna się problem: większości osób jedynie WYDAJE SIĘ, że stosują argumentację jakąkolwiek podczas, gdy posługują się pustymi hasłami. Jeśli forma ataku przechodzi bez echa (przyrównując do for: wątek szybko umiera i wypowiada się w nim 1-2 osoby, w tym autor tematu i np. moderator tegoż forum, popierający go w jego "wspaniałości"), to argumentacja jest bardzo słaba. Dlaczego? Ludzie (nie tylko Polacy) mają jeszcze jedną przypadłość: jeśli używasz trafnych argumentów, albo przynajmniej takich, które odbierane są jako "prawie trafne, ale..." mają chęć do bronienia swojego stanowiska. Nie wiem, czy to kwestia ambicji, czy posiadania własnego zdania- nie mam wątpliwości, że takie zjawisko ma miejsce. Nikt natomiast nie ma ochoty udzielać się, gdy "argumentacja" jest działaniem bardziej trollowym i częściej wątek ląduje do śmietnika. Uogólniając: atak przechodzi bez echa w większościowej ignorancji. Obserwując różnego rodzaju walki między dwoma grupami użytkowników o różnych przekonaniach, mogę jednoznacznie stwierdzić, że rzucanie mięchem w przeciwnika bez "przypraw nadających mu właściwy smak" w postaci rzeczowych argumentów nie tylko nie da efektu, a sprawi, że bierni obserwatorzy powiedzą w końcu "dość" i opowiedzą się po stronie oponenta i poprą go. Najlepiej było to widoczne na forach, które nie miały bezpośredniego związku z danym tematem i większość użytkowników nie miała wyrobionego zdania w danej kwestii.


Co więc robić?

Przede wszystkim: wycofaj się, jeśli nie masz nic do powiedzenia. Na forach nieraz pojawiają się przy okazji dyskusji na temat swoich racji linki, które prowadzą do stron z poglądami, przeciwko którym chcemy walczyć.  Przynosi to podwójnie odwrotny skutek wtedy, gdyż nagłaśniamy ich istnienie, a do tego nasze "argumenty" jeszcze bardziej bledną. Mamy jakość kontra agresję bezpodstawną (lub niedostatecznie uzasadnioną). Ryzykujemy promocją oponenta.


Jaka jest w wielu przypadkach najlepsza droga w chwili, gdy przeciwnik podcina gałąź, na której siedzi?

W mojej ocenie przede wszystkim ignorancja. PO w którymś momencie wyczuło, że dalsze przepychanki z PiSem mogą co najwyżej zahamować wyniki sondażowe. Dobrą decyzję podjęli w chwili, gdy pozwolili im na dalsze obrażanie siebie, nie reagując na to (gdy nie padały naprawdę mocne argumenty). Podobnie i Ty powinieneś robić zwłaszcza, gdy poparcie ogółu lub zwykłe zainteresowanie widocznie spada. Inaczej tracisz tylko czas na sabotowanie swoich wyników. Na forach z mojego doświadczenia (nie tylko mówię o swoim forum, ale i o kilku innych, niekoniecznie o tej samej tematyce) takie podejście daje bardzo dobre rezultaty i jest lepsze, niż dalsza agresja. Czasem lepiej więc milczeć, niż szkodzić sobie bardziej, niż przeciwnicy szkodzą nam.